-Zrobiłem Ci śniadanie.- powiedział wesoło chłopak o anielskiej urodzie.
W sumie...to on jest aniołem sam w sobie...
-Dziękuję-uśmiechnąłem się lekko dalej nie mogąc uwierzyć w to co się dzieje.
Ren cały czas mi się przyglądał. Nie da się ukryć, byłem lekko tym wszystkim zestresowany. Usiadłem przy stole i zabrałem się za jedzenie. Ren usiadł naprzeciwko mnie i cały czas mi się przyglądał.
-Więc...-zacząłem rozmowę-Dlaczego wyglądasz jak...człowiek?
Ren chwile się zastanawiał lecz po chwili mi odpowiedział.
-Bo mnie kochasz-gdy to powiedział uśmiechnął się lekko-Jesteś pierwszą osobą która mnie kocha mimo iż miałem już wielu panów...
Wow. Nie powiem...zaskoczył mnie tą wypowiedziom.
-Czyli...jeśli ktoś Cię kocha to zmieniasz swój wygląda?
Chłopak po tym pytaniu był lekko zmieszany jednak odpowiedział na moje pytanie.
-Nie wiem...coś takie zdarzyło się pierwszy raz...-cały czas patrzył na swoje ręce.
-Hmm...-zamyśliłem się i wziąłem kolejny gryz kanapki...nie powiem była bardzo smaczna.
-Ale nie przeszkadza ci to?!- spytał Ren ze strachem w oczach jakby myślał, że go porzucę.
-Oczywiście, że nie!
Chłopak odetchnął z ulgą.
-A tak w ogóle...ile ty masz lat?
-Ja mam 19...a ty?
-Młody jesteś...-stwierdziłem- Ja jestem Kang Dongho i mam 21 lat-uśmiechnąłem się ciepło.
Chłopak gdy tylko usłyszał moją odpowiedź zrobił się cały czerwony. On jest dziwny....zdecydowanie...
-Ja cię znam!-krzyknął nagle chłopak.
-Niby skąd?-trochę się wystraszyłem jego reakcji.
-To ty jesteś Baekho z tego sławnego zespołu NU'EST?!
-Mnie już nie ma w tym zespole... ale tak to ja.
-Omo omo omo! Jak ja się cieszę, że to ty jesteś moim panem!-mówił jak najęty.
Eeeee. Zamurowało mnie. I to tak mocno. Mamo...ja chce do domu.
-A co w tym jest takiego niezwykłego? Było minęło, teraz nie pracuje już w wytwórni tylko w kawiarni męża mojej siostry.
-No wiesz...nie często zdarza się rozmawiać z byłą gwiazdom-mówił Ren z ogromnym uśmiechem na ustach.
Ja już nie mam sił na tego...chłopaka? Dobra...z resztą to jest już nieważne. Mam dość tego wszystkiego...Czy każdy musi mi przypominać, że już nie ma mnie w zespole z powodu mojej (byłej już) choroby?
-Fajne...skończyłeś już?-powiedziałem lekko już zirytowany.
Chłopak się lekko wystraszył i zrobił minę zbitego szczeniaczka. Oooo nie, ja się nie dam na tą minę...nie w tym życiu...
-Ja wychodzę...-powiedziawszy to ruszyłem w stronę wyjścia, ubrałem się i poszedłem na miasto wcześniej zamykając drzwi na klucz.
Szedłem....no właśnie. Gdzie ja szedłem? Nie wiem...coś mną kierowało...dziwne uczucie. Mijałem wielu ludzi. Jedni byli weseli, inni natomiast smutni. A jaki byłem ja? Zdenerwowany, smutny czy może raczej...zawiedziony? Zdecydowanie ta trzecia opcja... Może myślałem, że Ren inaczej zareaguje... Ale w sumie to on pierwszy mnie poznał. Ach...nie wiem...na prawdę ja już nic nie wiem...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz